Mam wrażenie, ze o 10 kwietnia społeczeństwo juz zapomniało. Najwyraźniej powódź skutecznie wymyła ludziom z głowy tragiczne wydarzenia sprzed kilku miesięcy, jeszcze nie domknięto wieka fatalnej historii, a niektórym juz się gotuje w głowach. Szczególnie zwolennicy PIS, którzy jeszcze przed kilkunastoma tygodniami stawiali świece pod pałacem prezydenckim i rządzący, we łzach obiecujący, że czas na objawienie prawdy i zmianę polityki, wrzeszczą co rusz o bandytyzmie i złodziejstwie rządu Platformy.

Dziwi mnie to i boli, bo choć aktorska rola Pana Kandydata na stanowisko prezydenta skończyła się przed kilkoma tygodniami, wykorzystana do cna w celach politycznych i w ogólnopolskiej zbiórce elektoratu, to jednak po niektórych ludziach można się było spodziewać refleksji i spokojniejszych wypowiedzi. To PIS powinien być mądrzejszy od PO, to elektorat prawicy powinien wyciągnąć słuszne wnioski i propagować je wszem i wobec, pokazać, ze katastrofa 10 kwietnia to nie tylko dobry kampanijny temat, ale rzeczywista zmiana podejścia do polityki.

Zbyt łatwo odnieść wrażenie, ze tragedie z 10 kwietnia zostawiono za plecami i wrócimy do niej dopiero 10 kwietnia 2011 roku. Hasła, które deklarowano przed tygodniami w obliczu kampanii zostały wywrócone do góry dnem. Ze sztab Jarosława Kaczyńskiego wyciągnął z katastrofy wszystko co mógł i zostawił ja na pożarcie hienom, bo ta nie zagwarantowałoby kandydatowi dostatecznej siły wyborczej.

Trzeba przyznać, ze Komorowski ładnie odgrywa swoja role w tym spektaklu. Jednak to Kaczyński za umiejętność przybierania wielu postaci ma zagwarantowana nominacje do Oscara, a jeśli nie dostanie zatrudnienia w Pałacu Prezydenckim to na politycznej emeryturze będzie mógł szukać zajęcia - na deskach teatru.